Reklama

Nasza Tysia kochana

O Justynie Kowalczyk, zwanej przez najbliższych Tysią, media piszą tylko dobrze. Trudno doszukać się jakichś uszczypliwości. Tabloidy są słodziutkie jak nigdy, nawet pół butelki wina po zdobyciu pierwszego złotego medalu puściły mimo uszu.

Aktualizacja: 03.03.2009 17:10 Publikacja: 03.03.2009 16:49

[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/03/03/andrzej-fafara-nasza-tysia-kochana/]Skomentuj na blogu[/link][/b]

Nie może być oczywiście inaczej tuż po wielkim sukcesie, ale ja mimo wszystko szukam w opowieściach o znakomitej narciarce czegoś, co by urozmaiciło ten jej pomnikowy wizerunek. Szukam i nie znajduję. Wszyscy mówią o niej tylko pozytywnie.

Proboszcz z Kasiny Wielkiej - że dziewczyna religijna i na msze chodzi regularnie. Smakosz z baru – że dzięki niej picie piwa nabrało głębszego sensu. Nauczyciele – że uczennica grzeczna i pracowita. Parkingowy spod miejscowego wyciągu – że jak Justysia chce pojeździć, to zawsze płaci za karnet.

Dziennikarz „Faktu” – że prowadzi samochód zgodnie z przepisami. O tym, co Justyna robi trochę gorzej i mniej zgodnie z przepisami, dowiemy się, jak jej się kiedyś noga powinie. Oby do tego nie doszło, choć z drugiej strony bardzo mnie ciekawi, jaka jest naprawdę ta dzielna dziewczyna z Beskidu Wyspowego.

Na razie w opowieściach medialnych bardziej autentycznie niż ona wypada jej trener Aleksander Wierietielny. Jest zmęczonym życiem mężczyzną w sile wieku, który bez euforii podchodzi do wielkich osiągnięć swojej podopiecznej. „Jak jest sukces, schodzi ze mnie powietrze. Nie skaczę do góry, ledwo człapię na metę. Ja już za stary jestem na płacz i fikanie” – powiedział w jednym z wywiadów.

Reklama
Reklama

Cieszy się, choć nie fika i nie płacze, minister sportu Mirosław Drzewiecki. Zapytany, czy w pobliżu rodzinnej miejscowości mistrzyni świata należy zbudować trasy narciarskie, odparł: „Nie jestem zwolennikiem inwestycji, których podłożem są czynniki emocjonalne”.

To zupełnie inaczej niż wójt gminy Mszana Dolna, na terenie której leży Kasina Wielka. On chce natychmiast stworzyć trasy narciarskie na tamtym terenie. I ma oczywiście rację. W Polsce bowiem trzeba kuć żelazo, póki gorące. Gdyby nie czynniki emocjonalne, zapewne mielibyśmy o połowę mniej obiektów sportowych niż obecnie.

Cóż zatem szkodzi ministrowi wesprzeć budowę trzech narciarskich tras biegowych pod Mszaną Dolną? Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner na pewno wesprze, bo dał wyraz swojej radości w sposób jak najbardziej emocjonalny. „Skradłem jednego całusa Justynie, ale wydaje mi się, że ona zasługuje na znacznie więcej” – przyznał się dziennikarzom.

Emocje szefa PZN są jak najbardziej uzasadnione. Justyna Kowalczyk spadła mu jak z nieba, wypełniając pustkę po Adamie Małyszu i dając nadzieję na kolejną kadencję.

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama