W piątek drużyna Bogdana Wenty pokonała w Kielcach wicemistrzów świata 25:24, choć do przerwy przegrywała 10:15. Znów dał o sobie znać charakter naszej reprezentacji i nie zmienił tego nawet częściowo rezerwowy skład, który z wakacyjnych urlopów zebrał selekcjoner.
Polacy są specjalistami od emocjonujących końcówek. Wszyscy kibice pamiętają, jak na 15 sekund przed końcem meczu z Norwegią na mistrzostwach świata w 2009 roku trener Wenta krzyczał do swoich zawodników, że mają jeszcze dużo czasu. Chwilę potem Artur Siódmiak oddał jeden z najsłynniejszych rzutów w historii polskiej piłki ręcznej.
Przerwę między sezonami trener Wenty postanowił wykorzystać na przetestowanie zaplecza kadry. Polaków na jesieni czekają mecze eliminacyjne do mistrzostw Eruopy, więc warto teraz poszukać potencjalnych dublerów, którzy w razie konieczności zastąpią którąś z gwiazd. W zeszłym roku udało się trenerowi Wencie wyłowić Tomasza Rosińskiego, który niemal z marszu stał się ważną postacią podczas ostatnich mistrzostw Europy w Austrii, zastępując kontuzjowanego Damiana Wleklaka.
Wcześniejsze spotkania z Litwą w Elblągu potwierdziły z jednej strony, że warto szukać i dawać szansę nowicjuszom (z dobrej strony pokazali się m. in. Dawid Przysiek i Michał Adamaszek), a z drugiej, że bez pomocy bardziej doświadczonych kolegów póki co się nie obejdzie. Dlatego na dwumecz z Chorwatami do zespołu dołączyli ci, którzy przez ostatnie lata decydowali o jej obliczu: bramkarz Sławomir Szmal, Karol Bielecki, Bartosz i Michał Jureccy, czy Marcin Lijewski.
Nasi rywale przyjechali bez kilku swoich największych gwiazd, m. in. Ivano Balicia, a nawet pierwszego szkoleniowca Lino Eervara, ale to wciąż świetna, bardzo niebezpieczna drużyna. Jak podkreślał trener Wenta zaproszenie do naszego kraju tak renomowanego zespołu to sukces całej polskiej piłki ręcznej. Do tej pory nie zdarzało się, że nad Wisłę przyjeżdżały tak znaczące zespoły. Polacy odrzucili nawet propozycję Francuzów, którzy w tym samym czasie zapraszali drużynę Wenty do siebie.