Na ten dzień czekał prawie 20 lat, kilka razy był blisko, ale dopiero 25 września 2010 roku Tomasz Gollob może czuć się spełniony. Wygrał jeszcze przed końcem cyklu Grand Prix, na finałowe zawody do rodzinnej Bydgoszczy pojedzie za dwa tygodnie już jako koronowany mistrz świata. Po 37 latach Jerzy Szczakiel ma wielkiego następcę.
Zwycięstwo w Terenzano było niezwykle efektowne. Tylko początek trochę zaniepokoił polskich kibiców – w swym pierwszym wyścigu Gollob spóźnił start i zajął trzecie miejsce.
Potem już tylko wygrywał raz za razem, po rundzie zasadniczej miał 13 punktów i był liderem. Najbliższy rywal Polaka, Jason Crump, tak jak się po cichu spodziewano, nie potrafił się znaleźć na twardym i trochę nietypowym włoskim torze. Po pięciu wyścigach zdobył 7 punktów i nie awansował do półfinału. Brak Australijczyka w decydujących wyścigach oznaczał jego definitywne pożegnanie z tytułem mistrza.
Crump przyjął porażkę godnie – po zawodach po prostu zdjął plastron z numerem 1 i przekreśliwszy swoje nazwisko, wpisał: Gollob, a następnie wręczył zwycięzcy.
W półfinale jeździł jeszcze drugi i ostatni kandydat do tytułu – Jarosław Hampel. Jednak i on stracił teoretyczne szanse na wyprzedzenie Golloba, gdy fotokomórka rozstrzygnęła, że w wyścigu o awans do finału zajął trzecie miejsce. Brak Hampela w najlepszej czwórce oznaczał, że już wtedy poznaliśmy nazwisko nowego mistrza świata. Czekanie się skończyło, liczenie punktów straciło znaczenie.