Tomasz Gollob oraz Jarosław Hampel, Krzysztof Kasprzak, Piotr Protasiewicz i Janusz Kołodziej po pełnych emocji zwrotach akcji doprowadzili wydarzenia w Gorzowie Wielkopolskim do zwycięskiego końca. Wyprzedzili Australię oraz Szwecję i Danię.
Zostali mistrzami po raz piąty, trzeci sukces z rzędu dał im na własność Puchar Ove Fundina. Kroniki Drużynowego Pucharu Świata mają pierwszy taki zapis. Organizatorzy cyklu muszą fundować nowe trofeum.
Łatwo wskazać bohatera finału i moment, w którym polska reprezentacja odzyskała wigor i wiarę w zwycięstwo. Zaczęła słabo, pierwsza seria pięciu wyścigów wyglądała fatalnie, jej symbolem był upadek Hampela w powtórce drugiego biegu, na szczęście bez złych skutków.
Po ośmiu wyścigach reprezentacja Polski nadal zajmowała ostatnie miejsce, kibice patrzyli przygaszeni, strata do liderów z Australii wydawała się już poważna, twardy gorzowski tor wyraźnie rozbroił Polaków. Wtedy do akcji ruszył kapitan drużyny Tomasz Gollob.
Najpierw pięknie wygrał dziewiąty wyścig, czym przekonał trenera Marka Cieślaka, że czas wystawić jokera. Gollob pojechał za Piotra Protasiewicza. Wygrał, zdobył podwójną liczbę punktów. W kilka minut z końca stawki Polacy przesunęli się na drugie miejsce, tylko punkt za Australią, i nagle wszystko stało się łatwiejsze. Ustawienia sprzętu zgodziły się z nawierzchnią, starty zaczęły się udawać, motocykle dostały skrzydeł.