Rz: Pytania o medal w Londynie są nieuchronne, jak je pan przyjmuje?
Paweł Wojciechowski: Spokojnie, nie poruszają mnie, staram się być daleko od tego zamieszania.
Ucieka pan na ryby?
Wie pan, że tak. Wciąż trochę łowię, tylko wyniki słabe, okonki czy uklejki, żadnego szczupaka w tym roku.
Wspomnienia z Deagu też minęły?
Już raczej tak. Nie wracam do nich. Tylko mój ojciec non stop ogląda konkurs z mistrzostw świata i wciąż potrafi się nim emocjonować, a ja, jak widzę tamte skoki, to trochę się dziwię
Widać, że sponsorzy pana polubili, wojsko też dalej pomaga?
Nie mam prawa narzekać, lista jest długa: oprócz wojska i programu Londyn 2012 pomaga mi od niedawna PGE, a także Visa, Nike, miasto Bydgoszcz. Dodałbym jeszcze bardzo ważne wsparcie – dziewczyny Oli.
Po kontuzji szczęki ani śladu?
Już dawno zapomniałem o wypadku w zimie.
Dla mnie jest ważne to, co teraz, a dziś wiem, że wykonałem zgodnie z planem wszystkie treningi, nie było żadnej kontuzji, więc jestem optymistą.
Jak daleko sięga pański optymizm w Londynie, aż 6 metrów?
Jakbym skoczył w tym sezonie 6 m, to byłoby to wykonanie planu w tysiącu procentach. 6 m to jest marzenie na całą karierę, marzenie, dodam, realne, bo jak się skacze 5,91 m, to dołożyć 9 cm wydaje się do zrobienia. Cel w Londynie to nie zaspać na eliminacje...
Rozumiem, że zapowiadać medal to trudna sprawa, ale porównywać formę z tego i ubiegłego roku chyba można?
Rok temu rozpoczynałem sezon od skoków na wysokości 5,20, więc śmiało mogę twierdzić, że teraz jest lepiej.
Konkretnie, o ile lepiej?
Nie jestem z tych, którzy na treningach skaczą wyżej niż w zawodach, jest raczej odwrotnie, więc te treningowe próby nie mają aż takiego znaczenia. Powiem tyle: z krótkiego rozbiegu, czyli z 10 kroków, skaczę 5,50. A rekord treningowy na poprzeczce to dziś jakieś 5,70.
Nie wyobraża pan sobie, wzorem Anny Rogowskiej, konkursu olimpijskiego minuta po minucie?
Nigdy w życiu. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że do igrzysk jest 78 dni. Myślę tylko o najbliższym treningu i starcie. Nie potrafię układać dalekosiężnych planów i pilnować ich co do minuty. Od takich spraw mam trenera i menedżera.
Gdzie jest najbliższy start?
20 maja w Żarach. Lubię ten mityng, poprawiłem tam w 2008 roku rekord życiowy i stary rekord Polski juniorów.