W piątej rundzie sezonu potęgi z McLarena i Red Bulla musiały uznać wyższość niegdyś świetnego, a ostatnio znajdującego się w dołku zespołu Williams. Historyczny, pierwszy w karierze triumf odniósł Pastor Maldonado.
Wyniki rywalizacji na hiszpańskim Circuit de Catalunya potwierdzają wyjątkową nieprzewidywalność tegorocznej rywalizacji. Opony Pirelli, bardzo czułe na najdrobniejsze zmiany warunków na torze, wciąż stanowią wielką tajemnicę dla inżynierów. Szansę na dobry wynik mają ci, którzy idealnie dobiorą ustawienia pod kątem temperatury nawierzchni.
Źle dobrane ustawienia znacznie utrudniają wydobycie maksymalnych osiągów z ogumienia i poważnie ograniczają jego żywotność. Elastyczność gumy ma ogromne znaczenie, bo to opony przenoszą moc silnika na asfalt i zapewniają kierowcy odpowiednią przyczepność w zakrętach. W Barcelonie idealnym wyczuciem popisali się inżynierowie Williamsa, którzy świetnie przygotowali samochód Pastora Maldonado.
Kierowca z Wenezueli, który jeździ w Formule 1 od nieco ponad roku, wywołał ogromne zdziwienie już w sobotnich kwalifikacjach. Uzyskał drugi czas, przegrywając tylko z Lewisem Hamiltonem. Zespół McLaren strzelił jednak sobie samobójczą bramkę, bo do samochodu zdobywcy pole position omyłkowo zatankowano zbyt małą ilość paliwa.
Po przejechaniu ostatniego okrążenia w kwalifikacjach kierowca musiał zatrzymać się na torze, nie docierając do swojego garażu. Regulamin wyraźnie stwierdza, że każde auto musi „powrócić o własnych siłach" do alei serwisowej, zatem sędziowie bez skrupułów odesłali Hamiltona na ostatnie pole startowe. Niespodziewanie dla samego siebie, Maldonado rozpoczął zatem niedzielny wyścig z pierwszego pola.