Czarne żniwo czarnego sportu

Tegoroczna Grand Prix na żużlu nie sprzyja najlepszym. Największy pech spotyka zawodników ze światowej czołówki

Aktualizacja: 08.07.2013 09:43 Publikacja: 08.07.2013 09:36

Darcy Ward po wygranej w Kopenhadze

Darcy Ward po wygranej w Kopenhadze

Foto: AFP

Żużel to sport z natury niebezpieczny. Bolesne kontuzje są jego nieodłączną częścią. Kibiców na trybuny i przed telewizory przyciąga nie tylko niesamowita widowiskowość tej dyscypliny, ale często także spektakularne wypadki. Wydawać się może, że podczas wyścigów upadają zwykle zawodnicy niedoświadczeni lub słabi technicznie, którzy nie potrafią opanować motocykla. Nic bardziej mylnego. Również najlepsi żużlowcy na świecie padają ofiarami nierówności toru czy brawury rywali. Potwierdza to tegoroczna Grand Prix. W tym sezonie poważne kontuzje są domeną zawodników walczących o najwyższe cele.

Seria nieszczęść zaczęła się 4 maja podczas GP Szwecji w Goeteborgu. Były to trzecie zawody cyklu. Po dwóch pierwszych turniejach drugie miejsce w klasyfikacji generalnej zajmował młody Australijczyk – Darcy Ward. Tego dnia obchodził 21. urodziny. Chciał zrobić sobie najwspanialszy prezent z możliwych i wygrać pierwszy wyścig GP w życiu. Gdyby jego plan się powiódł, awansowałby na pozycję lidera. Lecz szwedzki tor nie miał ochoty rozdawać podarunków. W szóstym biegu Ward próbował wyprzedzić swojego rodaka, Chrisa Holdera. Stracił panowanie nad motocyklem i wpadł w bandę. Długo się nie podnosił. Odjechał karetką do szpitala. Diagnoza była fatalna – złamana łopatka. Młody Australijczyk musiał odpoczywać od żużla siedem tygodni. W cyklu GP wystartował ponownie w ubiegłą sobotę w Kopenhadze. O takim powrocie marzyłby każdy – Ward wygrał pierwsze zawody w karierze. Chociaż przed GP Danii narzekał, że jego ręka wciąż jest sztywna i nie zachowuje się tak, jak dawniej. Australijczyk zapewnia, że mimo długiej przerwy nie ma zamiaru się poddać i będzie walczył. Jeśli nie o mistrzostwo świata (które przed sezonem wielu mu wróżyło), to o miejsce w pierwszej ósemce, które zapewni prawo startu w przyszłorocznej GP.

Tor w Goeteborgu nie oszczędził również Nickiego Pedersena. W półfinale zawodów trzykrotny mistrz świata zderzył się z Taiem Woffindenem. Duńczyk niepokojąco długo nie mógł wstać. Gdy w końcu stanął na nogi, trzymał się za lewy nadgarstek. Mimo bólu przystąpił do powtórki biegu. Zajął w niej drugie miejsce. W finale był trzeci. Prześwietlenie wykonane po turnieju pokazało złamanie kości. Pedersen jednak nie zrezygnował z jazdy. Doszedł do wniosku, że przez pełną rehabilitację straciłby zbyt dużo punktów. Z uszkodzoną ręką wystąpił we wszystkich zawodach cyklu. Kontuzja nie przeszkodziła mu w uzyskiwaniu dobrych wyników. W Pradze, dwa tygodnie po wypadku, ponownie zajął trzecie miejsce. Później forma żużlowca zaczęła słabnąć. Jednak Duńczyk swojej kiepskiej dyspozycji nie upatruje w urazie, ale niewłaściwie przygotowanym sprzęcie. Obecnie Pedersen jest piąty w klasyfikacji generalnej. Twierdzi, że już pogodził się z myślą, że nie zdobędzie po raz czwarty mistrzowskiego tytułu. Zastanawia się także, czy nie zrezygnować ze startów w GP w przyszłym sezonie.

1 czerwca do grona pechowców dołączył Brytyjczyk Tai Woffinden. Przed GP Wielkiej Brytanii w Cardiff tracił jeden punkt do lidera klasyfikacji generalnej – Emila Sajfutdinowa. Nadarzyła się okazja, aby zająć miejsce Rosjanina. 23-latek, niesiony dopingiem swojej publiczności, w trzech wyścigach zdobył dziewięć punktów. Stawało się jasne, kto wygra turniej w Cardiff. Ale w biegu 14. Brytyjczyk zahaczył o motocykl Nickiego Pedersena i upadł. Ze stadionu zabrała go karetka. Jeszcze w drodze do szpitala napisał na twitterze „już wiem, że złamałem obojczyk". Kibice spodziewali się, że czeka go przerwa równie długa jak Darcyego Warda. Jednak Woffinden poszedł w ślady kolegi z Danii. Jeździł mimo bólu. Ryzyko i poświęcenie przyniosły spodziewany efekt. W Gorzowie zawodnik Betardu Sparty Wrocław był trzeci, w Kopenhadze szósty. Dzięki swojej decyzji jest wiceliderem klasyfikacji generalnej i wciąż ma szanse na mistrzostwo świata.

Tor w Kopenhadze był szczęśliwy dla Woffindena, ale inni żużlowcy nie będą go dobrze wspominać. Na fatalne przygotowanie nawierzchni narzekała większość zawodników. Kibice zgromadzeni na stadionie PARKEN oglądali mnóstwo upadków. Zaniedbania organizatorów zdrowiem przypłacili dwaj Szwedzi – Fredrik Lindgren i Andreas Jonsson. Jonsson upadł w trzecim biegu i złamał łopatkę. Czeka go kilka tygodni rehabilitacji. Możliwe, że jego przerwa będzie trwała dłużej niż Darcyego Warda. Podczas 19. wyścigu Fredrik Lindgren nie opanował motocykla i uderzył w bandę. Na początku podejrzewano złamanie ręki, ale w szpitalu okazało się, że to „jedynie" otwarta rana. Jonsson na pewno nie pojedzie w zbliżających się półfinałach drużynowych mistrzostw świata. Występ Lindgrena stoi pod znakiem zapytania. Dla reprezentacji Szwecji to fatalna wiadomość, tym bardziej, że Antonio Lindback nie może odnaleźć formy z ubiegłego roku.

Duński tor nie oszczędził również lidera cyklu GP - Emila Sajfutdinowa. Rosjanin pojechał do Kopenhagi z kontuzją stopy (złamanie kości śródstopia), której nabawił się podczas meczu ligowego Włókniarza Częstochowa ze Stalą Rzeszów. To ona najprawdopodobniej była przyczyną wypadku w trzecim biegu (wtedy właśnie upadł Andreas Jonsson). Sajfutdinow na łuku walczył o pozycję z Matejem Zagarem. Bał się podeprzeć na chorej nodze. Jego motocykl wyniosło do zewnętrznej i Rosjanin stracił panowanie nad maszyną. Teraz zawodnik Włókniarza doszedł do wniosku, że jednak uraz trzeba wyleczyć do końca. Nie wziął udziału we wczorajszym spotkaniu swojej drużyny z Unibaxem Toruń. Nie pojedzie również w półfinale drużynowych mistrzostw świata. Rosjanie liczyli, że zwycięzca trzech tegorocznych turniejów cyklu GP zapewni zwycięstwo swojej reprezentacji. Żużlowiec planuje wrócić na tor 21 lipca (mecz ekstraligi Włókniarz – Fogo Unia Leszno).

Jednak największym pechowcem bez wątpienia jest Chris Holder. Ubiegłoroczny mistrz świata długo nie mógł wrócić do dyspozycji z poprzedniego sezonu i wciąż szukał optymalnych ustawień motocykla. Wydawało się, że wszystkie kłopoty Australijczyka skończyły się w Gorzowie Wielkopolskim podczas GP Polski. Zawodnik był wtedy drugi. Mówił, że czuje, iż wreszcie zmierza we właściwym kierunku i będzie tylko lepiej. Jego słowa potwierdził występ w GP Danii, gdzie Holder zajął trzecią pozycję. Na to samo miejsce awansował w klasyfikacji generalnej i wiele wskazywało, że będzie starał się obronić mistrzowski tytuł. Jednak sielanka nie trwała długo. W czasie piątkowego meczu brytyjskiej Elite League między Coventry Bees i Poole Pirates zawodnik miał wypadek, po którym sędzia zdecydował się zakończyć spotkanie. Darcy Ward, kolega Holdera z Unibaxu Toruń a także jego bliski przyjaciel, opowiadał później, że to, co spotkało mistrza świata, to „najgorsza kontuzja jaką widział w swoim życiu". Australijczyk ma złamaną kość piętową, załamaną łopatkę oraz złamane biodro. Marzenia Holdera o obronie mistrzowskiego tytułu rozwiały się w jednej sekundzie. W tym roku na pewno nie wsiądzie już na motocykl.

Żużel jest nierozerwalnie związany z poważnymi kontuzjami. Nie było cyklu GP, którego przynajmniej jeden z żużlowców nie przypłaciłby zdrowiem (np. w ubiegłym sezonie złamanie kości strzałkowej wykluczyło z walki o mistrzostwo Jarosława Hampela). Jednak bieżący rok obfituje w niespotykaną ilość urazów. Pozbawia kolejnych punktów najlepszych zawodników. A nie wiadomo, co jeszcze się zdarzy.

Żużel to sport z natury niebezpieczny. Bolesne kontuzje są jego nieodłączną częścią. Kibiców na trybuny i przed telewizory przyciąga nie tylko niesamowita widowiskowość tej dyscypliny, ale często także spektakularne wypadki. Wydawać się może, że podczas wyścigów upadają zwykle zawodnicy niedoświadczeni lub słabi technicznie, którzy nie potrafią opanować motocykla. Nic bardziej mylnego. Również najlepsi żużlowcy na świecie padają ofiarami nierówności toru czy brawury rywali. Potwierdza to tegoroczna Grand Prix. W tym sezonie poważne kontuzje są domeną zawodników walczących o najwyższe cele.

Pozostało jeszcze 92% artykułu
Sport
Sportowcy spotkali się z Andrzejem Dudą. Chodzi o ustawę o sporcie
Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?