Na torze Suzuka pachniało sensacją, ale skończyło się jak zwykle. Sebastiana Vettela nie powstrzymała ani awaria w kwalifikacjach, ani bohaterski występ Romaina Grosjeana, ani – tym bardziej – wysiłki drugiego kierowcy Red Bulla Marka Webbera. Mistrz świata wywalczył drugie pole startowe, mimo usterki dodającego mocy systemu KERS. Uległ tylko o 0,1 sekundy Webberowi, choć brak „dopalacza” powoduje straty sięgające nawet pół sekundy na okrążeniu.
Na starcie duet Red Bulla dał się zaskoczyć ruszającemu z czwartego pola Grosjeanowi. – Myślałem, że dzisiaj nadeszła pora na moje pierwsze zwycięstwo – mówił kierowca Lotusa. Prowadził do pierwszego zjazdu po nowe opony, a nadzieje na pierwszy francuski triumf od wygranej Oliviera Panisa w Grand Prix Monako 1996 zgasili specjaliści od strategii z Red Bulla. Użyli Webbera jako przynęty, zmieniając mu strategię z dwóch na trzy postoje. Lotus musiał reagować na wcześniejsze zjazdy Australijczyka, a tymczasem Vettel maksymalnie opóźnił swój ostatni zjazd. Wyprzedził Grosjeana, korzystając z przewagi nowych opon, a po trzecim zjeździe zespołowego partnera objął prowadzenie i nie oddał go do mety. Webber po ostatniej zmianie kół poradził sobie z Grosjeanem, ale taktyka zespołu nie zrobiła na nim większego wrażenia.
– Trzy postoje... może to nie było zupełnie absurdalne, ale na pewno bardzo ryzykowne – mówił po wyścigu. – Jeszcze po pierwszym pit stopie planowaliśmy dwa zjazdy. Dopiero na 25. okrążeniu usłyszałem, że jedziemy na trzy. Spytałem, czy to na pewno dobra decyzja, i usłyszałem, że tak. Wcześniej sądziłem, że pokonamy Grosjeana dzięki wcześniejszym zjazdom.
Francuza ostatecznie udało się wyprzedzić, ale Webber nie zdołał wywalczyć dziesiątego w karierze zwycięstwa. Szans na nie ma coraz mniej, bo po sezonie 2013 opuszcza Formułę 1 i przenosi się do wyścigów długodystansowych. Tymczasem jego zespołowy partner niemal zapewnił sobie czwarty z rzędu mistrzowski tytuł.
Świętowałby go już w Japonii, gdyby nie czwarta pozycja Fernando Alonso. Szanse kierowcy Ferrari są jednak teoretyczne. – Nawet gdyby Sebastian nie ukończył pozostałych czterech wyścigów, to i tak musiałbym je wszystkie wygrać – mówi Hiszpan. – To tylko kwestia czasu. Prędzej czy później zapewni sobie tytuł, a wtedy uścisnę mu dłoń. My skupiamy się już tylko na walce z Mercedesem o wicemistrzostwo konstruktorów.