Lewis Hamilton i Nico Rosberg znają się praktycznie od dziecka. Rywalizowali ze sobą już w wieku kilkunastu lat, jeszcze w gokartach. Nieraz podkreślali, że łączą ich szczególne więzi, pojawiało się nawet określenie „przyjaźń". W Monako są praktycznie sąsiadami, mieszkają w jednym apartamentowcu. Gdy przed sezonem 2013 Hamilton przechodził z McLarena do Mercedesa, gdzie Rosberg startuje od 2010 roku, obaj opowiadali o tym, jak zimą składają sobie wizyty i jedzą obiady, gotowane przez narzeczoną Niemca. W zeszłym roku sielanka jeszcze trwała, bo stawka nie była duża: w Formule 1 dominował Red Bull i Sebastian Vettel.
Teraz najlepszym samochodem dysponuje Mercedes i starzy znajomi toczą ze sobą batalię o zwycięstwa oraz najcenniejszą nagrodę: mistrzostwo świata. Do tej pory obaj powtarzali, że znają się bardzo długo i mają bardzo dobre relacje, a wysokość stawki nie ma znaczenia – nadal są przyjaciółmi. Jednak nie na darmo Robert Kubica, który swoją drogą dobrze zna obu kierowców Mercedesa, bo też walczył z nimi w kartingu, powiedział kiedyś, że jeśli ktoś chce mieć przyjaciela w Formule 1, to powinien sprawić sobie psa.
W poprzednich wyścigach wszystko układało się poprawnie, chociaż Bahrajn przyniósł ostry pojedynek na torze, którym emocjonował się cały wyścigowy świat. Rosberg ostro atakował Hamiltona, ten twardo się bronił – a szefostwo zespołu stwierdziło, że dopóki nie zderzają się ze sobą, to mogą walczyć.
W Monako wszystko się zmieniło. W sobotnich kwalifikacjach – kluczowych, bo na ulicznym torze praktycznie nie da się wyprzedzać – Rosberg miał najlepszy czas. Hamilton mógł pojechać szybciej, ale Niemiec popełnił błąd: zbyt późno zahamował przed jednym z zakrętów i wyjechał poza tor, na drogę ewakuacyjną. Załopotały żółte flagi, nakazujące zmniejszenie prędkości – i jego zespołowy partner nie miał już szans na poprawienie czasu.
W padoku zawrzało: większość, z Hamiltonem na czele, była przekonana, że Rosberg celowo doprowadził do wywieszenia żółtych flag, bo wiedział, że straci pierwszą pozycję startową. Sędziowie wezwali Niemca na przesłuchanie, ale po przeanalizowaniu nagrań oraz zapisów telemetrii uznali, że nie było to zamierzone działanie i Nico ruszył do wyścigu z pole position. Nie zmarnował pierwszej pozycji startowej i tak samo jak przed rokiem, prowadził od startu do mety.