Emocjonująco zrobiło się jeszcze przed startem. Nico Rosberg, który przegrał batalię o pole position różnicą zaledwie 0,007 sekundy – czyli 33,5 centymetra przy średniej prędkości okrążenia przekraczającej 170 km/godz – miał kłopoty z wybieraniem biegów w swoim Mercedesie. Mechanicy w pośpiechu wymienili kierownicę, czyli centrum dowodzenia całym samochodem, ale problemy nie ustępowały.
Rosberg, który przed przyjazdem do Singapuru miał 22 punkty przewagi nad Hamiltonem, nie zdołał ruszyć na okrążenie rozgrzewkowe i musiał rozpocząć wyścig z alei serwisowej, z szarego końca. Elektronika w jego samochodzie wariowała: system zmiany biegów przerzucał po dwa przełożenia naraz, a poza samymi łopatkami do sterowania skrzynią inne funkcje na kierownicy nie działały.
– Odkryliśmy, że przetarła się wiązka kabli w kolumnie kierownicy – tłumaczył potem szef zespołu Toto Wolff.
– Nie jest miło, kiedy samochód nie rusza nawet na okrążenie rozgrzewkowe. Mieliśmy nadzieję, że uda się usunąć usterkę, bo raz wszystko działało, a raz nic – żalił się były już lider klasyfikacji mistrzostw świata, który resztę wyścigu spędził na stanowisku dowodzenia Mercedesa, obserwując jazdę swojego zespołowego partnera po siódme w tym sezonie zwycięstwo.
Mimo ogromnej przewagi sprzętowej Hamilton musiał się trochę napracować, by wywieźć z ulicznego toru maksymalną zdobycz punktową. Tylko zwycięstwo dawało mu prowadzenie w mistrzostwach – z przewagą trzech punktów nad Rosbergiem – i Anglik nie zamierzał wypuszczać takiej okazji z rąk. Musiał jednak błysnąć doskonałym tempem na zużytym ogumieniu w drugiej połowie wyścigu i wypracować sobie prawie pół minuty przewagi, aby zjechać na zmianę opon.