Grand Prix Brazylii: wszystkie oczy na Mercedesa

W obecnej stawce F1 jeździ pięciu mistrzów świata i każdy z nich zdobywał tytuł na Interlagos. Jednak w tym roku wyścig w Brazylii, przedostatnia runda zmagań, nie wyłoni triumfatora sezonu 2014.

Publikacja: 07.11.2014 23:21

Grand Prix Brazylii: wszystkie oczy na Mercedesa

Foto: AFP

Lewis Hamilton wygrał pięć poprzednich wyścigów i ma na koncie dziesięć zwycięstw w tegorocznych mistrzostwach. Trudno sobie wyobrazić, że mógłby przegrać tytuł z zespołowym partnerem Nico Rosbergiem, który triumfował zaledwie cztery razy. Lider klasyfikacji ma 24 punkty przewagi i w normalnym sezonie do pełni szczęścia wystarczyłaby mu dziesiąta lokata na Interlagos, niezależnie od poczynań Rosberga i wyników kończącej zmagania Grand Prix Abu Zabi.

Problem w tym, że ostatni wyścig sezonu jest w tym roku nagradzany podwójnymi punktami. Nawet jeśli Hamilton wygra GP Brazylii, a jego rywal nie dojedzie do mety, to różnica w klasyfikacji wzrośnie do 49 punktów – a za dwa tygodnie do zdobycia będzie jeszcze 50. Wówczas odwrotny scenariusz, czyli zwycięstwo Rosberga w połączeniu z defektem lub kraksą Hamiltona, da mistrzowski tytuł Niemcowi, choć będzie miał na koncie ponad dwa razy mniej wygranych wyścigów (pięć wobec jedenastu Anglika – obecne dziesięć plus Brazylia).

Tak wygląda w praktyce pomysł Berniego Ecclestone'a, który za wszelką cenę chciał zapewnić kibicom F1 emocje do samego końca sezonu. Jak widać plan się udał, ale można dyskutować, czy w przypadku korzystnego dla Rosberga przebiegu wydarzeń tytuł powędruje w ręce kierowcy, który na przestrzeni sezonu najbardziej sobie na niego zasłużył.

Na początku roku ideę podwójnego punktowania ostatniej rundy krytykowali właściwie wszyscy, wliczając w to kierowców i szefów zespołów. Teraz przynajmniej Rosberg zmienił zdanie. – To naprawdę fantastyczny pomysł – żartował Niemiec podczas konferencji prasowej, gdy dziennikarze przypomnieli mu, jak jeszcze kilka miesięcy temu krytykował ten przepis.

Jego szef Toto Wolff daje do zrozumienia, że kontrowersyjna idea może popsuć wrażenia po zdominowanym przez Mercedesa sezonie. – Podwójnie punktowany ostatni wyścig może rzucić cień na mistrzostwa – przyznaje Austriak. – Wiemy, skąd wziął się ten pomysł i podniesienie atrakcyjności widowiska dla kibiców miało sens. Teraz mamy jednak sytuację, w której ten przepis może zmienić wyniki.

Pikanterii dodaje jeszcze fakt, że pula pięciu jednostek napędowych przysługująca każdemu kierowcy na cały sezon jest już na wyczerpaniu. Sebastian Vettel, którego czteroletnia dominacja dobiegła końca za sprawą Mercedesa, skorzystał już nawet z szóstej jednostki i w poprzednim wyścigu za karę ruszał z alei serwisowej. Przekroczenie limitu podczas ostatniego, podwójnie punktowanego weekendu może mieć decydujący wpływ na losy tytułu. Z jednej strony Hamilton udowodnił już w tym sezonie, że nawet po starcie z szarego końca stawki można zająć miejsce na podium (o ile jedzie się Mercedesem), ale z drugiej wystarczy w takiej sytuacji jeden błąd, aby praca z całego sezonu poszła na marne. Co gorsza, wcale nie musi to być błąd walczącego o tytuł kierowcy, tylko jednego z kierowców ze środka stawki.

Budzące emocje wydarzenia w Formule 1 nie kończą się na trzymającej w napięciu walce o mistrzowski tytuł pomiędzy zespołowymi partnerami z Mercedesa. Tydzień temu ze stawki zniknęły dwa zespoły, a teraz już wiadomo, że jeden z nich – Marussia – na dobre zakończył działalność. Caterham jeszcze próbuje wrócić do rywalizacji, a zarządcy zadłużonego zespołu ogłosili publiczną zbiórkę pieniędzy. Jeśli w ciągu tygodnia fani uskładają 2,35 miliona funtów, to ekipa stanie na starcie ostatniej rundy tego sezonu.

Posiadacz praw komercyjnych rozważa przekazanie pokaźnej kwoty na rzecz upadających zespołów, ale eksperci są zgodni, że jest to rozwiązanie doraźne i krótkoterminowe. Zastrzyk gotówki pozwoliłby załatać bieżące dziury w budżecie ekip ze środka stawki, ale do przetrwania potrzebni są albo stali partnerzy, o których w obecnym klimacie ekonomicznym jest dość ciężko, albo utrzymanie kosztów uczestnictwa na rozsądnym poziomie – a na wprowadzenie ograniczeń w wydatkach nie chcą się zgodzić najmocniejsze zespoły.

Wyjściem z tej sytuacji jest zatrudnianie kierowców, którzy wnoszą ze sobą pokaźny sponsoring. Z takiego rozwiązania skorzystał Sauber, który właśnie potwierdził nowy skład na sezon 2015. Samochodami szwajcarskiej ekipy, która w tym sezonie nie zdobyła jeszcze ani jednego punktu, jeździć będą Marcus Ericsson i debiutant Felipe Nasr. Ten pierwszy ma za sobą niepełny sezon z upadającym Caterhamem i wnosi ze sobą wsparcie szwedzkich firm, a w ślad za tym drugim umowę sponsorską z Sauberem podpisał Banco do Brasil, największy brazylijski bank. To, że żaden z nich nie może się pochwalić poważnymi sukcesami w seriach juniorskich, nie ma najmniejszego znaczenia. Nie mają też doświadczenia w Formule 1, ale za to przynoszone przez nich miliony zapewnią zespołowi przetrwanie.

Na luksus wybierania sobie kierowców na podstawie talentu, a nie zasobności portfela, mogą sobie pozwolić tylko największe ekipy. Nie jest to nic nowego w Formule 1, ale przy kurczącej się stawce proporcje przesuwają się coraz bardziej na niekorzyść umiejętności za kierownicą.

Lewis Hamilton wygrał pięć poprzednich wyścigów i ma na koncie dziesięć zwycięstw w tegorocznych mistrzostwach. Trudno sobie wyobrazić, że mógłby przegrać tytuł z zespołowym partnerem Nico Rosbergiem, który triumfował zaledwie cztery razy. Lider klasyfikacji ma 24 punkty przewagi i w normalnym sezonie do pełni szczęścia wystarczyłaby mu dziesiąta lokata na Interlagos, niezależnie od poczynań Rosberga i wyników kończącej zmagania Grand Prix Abu Zabi.

Pozostało jeszcze 91% artykułu
Sport
Sportowcy spotkali się z Andrzejem Dudą. Chodzi o ustawę o sporcie
Sport
Czy Andrzej Duda podpisze nowelizację ustawy o sporcie? Jest apel do prezydenta
Sport
Dlaczego Kirsty Coventry wygrała wybory i będzie pierwszą kobietą na czele MKOl?
Sport
Długi cień Thomasa Bacha. Kirsty Coventry nową przewodniczącą MKOl
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
SPORT I POLITYKA
Wybory w MKOl. Czy Rosjanie i Chińczycy wybiorą następcę Bacha?