Reklama

Wszystko toczy się bardzo szybko

Rozmowa z Bartoszem Bereszyńskim, prawy obrońcą Legii i reprezentacji Polski.

Rz: Zaczynał pan sezon jako rezerwowy napastnik Lecha Poznań, kończy – jako mistrz Polski z Legią, do tego reprezentant kraju. I to na prawej obronie.

Bartosz Bereszyński:

Moja kariera nabrała rozpędu, ale muszę do wszystkiego podchodzić z chłodną głową. Ciągle odbieram gratulacje – z Legią wygraliśmy ligę, wybrano mnie odkryciem sezonu w ekstraklasie, później przyszło powołanie do reprezentacji i wreszcie debiut z Liechtensteinem. Ale trzeba jeszcze do piątku jakoś utrzymać koncentrację, żeby postawić pieczęć na tym udanym okresie w moim życiu. Później będzie urlop, usiądę, odpocznę i będę się cieszył.

Wierzy pan w miejsce w pierwszym składzie w meczu z Mołdawią?

Oczywiście chciałbym zagrać i czuję się na siłach, ale jeśli trener zdecyduje inaczej, będę ściskał kciuki za drużynę i czekał na swoją szansę. W debiucie wypadłem chyba nieźle, ale one rządzą się swoimi prawami. Czułem się wyjątkowo, doceniony. Dostałem tylko albo aż 45 minut, żeby przekonać do siebie Waldemara Fornalika i cieszyłem się, że mam taką okazję. To był mecz oficjalny, nieważne kim był przeciwnik, niektórzy nie mają możliwości zagrania w reprezentacji przez całą karierę.

Reklama
Reklama

Czujecie wagę piątkowego meczu?

Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja w tabeli i co musimy zrobić, żeby dalej liczyć się w walce o mundial. Myślę, że wygramy, mamy lepszy zespół, nie możemy tylko odpuścić rywalowi nawet na chwilę. W kadrze jest naprawdę dobra atmosfera, zresztą jest tu wielu piłkarzy Legii, więc nie miałem problemów z aklimatyzacją. Z Piotrkiem Zielińskim znam się z młodzieżówki, fajnie, że zadebiutowaliśmy w tym samym spotkaniu.

Przyzwyczaił się pan już do nowej pozycji?

Nie żałuję zmiany, jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem, po latach będę dziękował Janowi Urbanowi, że wymyślił mnie na nowo. Jeśli ktoś na spokojnie przeanalizuje mój sezon, to dojdzie do wniosku, że to było szaleństwo. Najpierw transfer z Lecha do Legii, później zmiana z napastnika na obrońcę, naprawdę dużo się działo, ale wszystko z korzyścią dla mnie. Jak widać zrobiłem jakiś tam postęp. W nowym klubie szybko się odnalazłem i udało się zakończyć sezon na pierwszym miejscu. Nie sądziłem, że to wszystko tak szybko się potoczy.

Mówią o panu: „nowy Łukasz Piszczek". To dobrze?

Nie bardzo lubię takie porównania. Łukasz PIszczek ciężko pracuje na swoje nazwisko, a ja nazywam się Bartosz Bereszyński, idę swoją drogą i niech tak zostanie.

Reklama
Reklama

—rozmawiał w Krakowie   Michał Kołodziejczyk

Piłka nożna
Bodo/Glimt rewelacją Ligi MIstrzów. Kopciuszek nie chce opuszczać balu
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Piłka nożna
Liga Konferencji. Lech dostał srogą lekcję od Brazylijczyków z Szachtara
Piłka nożna
Europa zachwycona nastolatkiem z Polski. Czy Oskar Pietuszewski zagra w barażach o mundial?
Piłka nożna
Real Madryt–Manchester City. Królewscy nie zostawili złudzeń, hattrick Federico Valverde
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama