„Demografia stała się nową geopolityką”. Nie pamiętam, kto pierwszy to powiedział. Stwierdzam z zazdrością, że niestety nie byłam to ja. Bo porównanie jest celne. 

Nasza debata publiczna jest „blokowa”: zmienia się moda na tematy, które przychodzą po sobie w kolejnych blokach. Obecnie jest to demografia. Moją uwagę zwracają apokaliptyczne nagłówki. „Wymieramy w tak zastraszającym tempie, że jego groza wciąż nie dotarła do świadomości większości z nas. Wskaźniki są znacznie gorsze, niż najczarniejsze prognozy demografów sprzed dekady” – straszy Klub Jagielloński. 

Dzieci środkiem do zapewnienia sobie wcześniejszej emerytury? 

Geopolityka nie przegadasz: analizuje na chłodno, podczas gdy wszyscy inni histeryzują. Pojęcia substancji narodu i konstruktywizmu społecznego muszą ustąpić sile i jej projekcji. Inaczej: historia to gra komputerowa, nie ma w niej miejsca na idee. Na tej samej zasadzie część uczestników debaty o demografii, traktuje społeczeństwo podobnie do tabelki w Excelu. A w arkuszu kalkulacyjnym nie ma miejsca na miłość, empatię. Stąd w mojej ocenie m.in. uprzedmiotowienie dzieci, które – przyglądając się niektórym propozycjom rozwiązania problemu – mają być np. środkiem do zapewnienia sobie wcześniejszej emerytury (mój redakcyjny kolega Krzysztof Kowalczyk zwrócił uwagę niedawno na anonimową petycję złożoną do prezydenta Karola Nawrockiego, której autor domaga się podwyższenia wieku emerytalnego wyłącznie bezdzietnym kobietom). 

Czytaj więcej

Krzysztof Adam Kowalczyk: Do dziecka trzeba dwojga

Bo to jest również debata oparta w dużym stopniu na łatwym wskazywaniu zarówno winnych (są to przede wszystkim kobiety i tzw. psieci) jak i różnych rozwiązań, podczas gdy ani przyczyny, ani rekomendacje nie są proste. 

Dyskusja o demografii nie jest kompleksowa, bywa za to nieludzka

Dyskusja o demografii, która powinna być przede wszystkim udziałem doświadczonych ekspertów, a nie przebranżowionych komentatorów, stoi na głowie. Nie wybrzmiewa w niej pytanie o przyszłość dzieci: np. gdzie będą mieszkać? 

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: Rzeczpospolita Babska – czy tylko kobiety odpowiadają za niską dzietność?

W jednym z portali społecznościowych powracają do mnie wpisy organizacji społecznych wspierających żyjących w nędzy seniorów. Tymczasem polityka senioralna nie istnieje. W niektórych państwach powstały ministerstwa do spraw samotności, w Polsce to społeczne inicjatywy. A gdyby tak połączyć siły trzeciego sektora, państwa i nauki? No tak, ale naukę należałoby dofinansować. „Proponowałbym (...) zastanowić się, czy instytucje społeczne w Polsce sprzyjają tworzeniu międzypokoleniowych sieci” - podpowiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Paweł Marczewski.  

W swym głównym – głośnym, bo apokaliptycznym – nurcie debata o demografii wciąż nie jest kompleksowa, za to nadal bywa nieludzka.